Lubię zabijać ludzi, podnieca mnie cierpienie.

12:00


A czy ty już kogoś zabiłeś? Podobno jest to fetysz dużej części kobiet. Lubią czuć krew na swoich rękach, wdychają jej zapach i tylko marzą o kolejnym zabójstwie. Tak, dzisiejszy post będzie o aborcji i protestach. Trochę kontrowersyjnie, co?

Podejrzewam, że wiele osób przestanie czytać mojego bloga, będą czuć do mnie niesmak i stwierdzą, że powinnam się leczyć, bo zeszłam na złą ścieżkę. Rzecz w tym, że ja po prostu lubię mieć własną opinię i używam przy tym mózgu, a nie presji grupy.

Na moim instagramie (na którego serdecznie zapraszam, macie ikonkę po prawej stronie bloga) wypowiedziałam wczoraj trochę mocnych słów i tak, jak się spodziewałam - wywołałam burzę. Dostałam wiadomość o treści "800 tysięcy osób podpisało się pod tą ustawą". Czy to znaczy, że każdy powinien iść za tłumem? Czy jeśli pięćdziesiąt osób wokół mnie wskoczy w ogień i powie, że było fajnie, to ja mam zrobić to samo, chociaż wiem, że mogę zrobić sobie ogromną krzywdę? Życie nie polega na podążaniu na tłumem. Moi drodzy, czasami warto uruchomić myślenie i wybrać ścieżkę, którą wy uważacie za słuszną. Wy, a nie większość narodu.

Chcę tym samym powiedzieć, że TAK - uważam, że moje poglądy są słuszne. Wiecie dlaczego? Bo nie jestem fanatykiem religijnym. Dlaczego jeszcze? Bo obecna władza nie zrobiła mi z mózgu mlecznego szejka. Nie lubię, kiedy ktoś próbuje przeżyć moje życie za mnie. Nie lubię, kiedy odbiera mi się prawo wyboru. Nie lubię, kiedy kościół pcha się z butami do mojego życia.

Nie w tym rzecz. Ludzie, którzy zgadzają się z tą ustawą, poddają się woli kościoła. Kościoła, widzicie ten absurd? Od kiedy w Polsce to kościół rządzi ludźmi? Idę na protest i krzyczę razem z tysiącami kobiet i mężczyzn, bo nie mam ochoty, żeby biskupi narzucali mi, co jest słuszne. Czy to, że jesteśmy ludźmi, nie oznacza, że mamy własne prawa moralne? Czy nie to odróżnia nas od zwierząt? Nie potrzebuję ustawy, żebym wiedziała, co jest dla mnie słuszne. To kolejna manipulacja, która powoli odbiera nam prawa.

Czy jeśli jesteś wierzący, chodzisz do kościoła, modlisz się, znasz dekalog, to potrzebujesz kogoś, kto wpoi ci, co jest dobre? Dlatego kobiety (i nie tylko) wyszły na ulicę. Jeśli masz własne sumienie i ofiarowałeś swoje życie Bogu, to nie zrobisz tej aborcji i będzie to twój świadomy wybór. Czy perspektywa posiadania własnego wyboru nie jest kusząca? Wygrywasz sama ze sobą, bo wewnętrznie wiesz, że podjęłaś dobrą decyzję.



Czy ustawa coś zmieni? Uwaga, szok - NIE. Ta ustawa niczego nowego nie wniesie. Ba, nie zmieni też świata na lepsze i nie powstrzyma kobiet z fetyszem mordercy. Czy ludzie będą się bardziej buntować? Tak. Czy fanatycy religijni będą zadowoleni? Oczywiście. A teraz najważniejsze pytanie, czy aborcja zniknie? W żadnym wypadku.

Wierzę we wszystkie kobiety i wierzę w to, że wszyscy wiemy o nielegalnych aborcjach w podziemiach. Przyłożycie rękę do powiększenia tego interesu. Czy naprawdę wy, kobiety, chcecie sprawić, że inne kobiety będą okaleczone do końca życia? Czy jeśli ta aborcja ma miejsce, to nie lepiej, by była wykonywana profesjonalnie?

Chciałam tutaj rozpisać się o tym, dlaczego aborcja według mnie jest słuszna w niektórych przypadkach, ale mam wrażenie, że do fanatyków i tak nie da się przemówić. Jeśli nim nie jesteś, to wiedz, że cię kocham. Kocham wszystkie silne, niezależne kobiety, które nie boją się wyrażać swojego zdania i nie potrzebują opinii prezesa, bo używają mózgu i wiedzą, co będzie dla nich słuszne. Legalna aborcja nie zmusza nikogo do mordu. Wyobraźcie sobie, że krew na rękach to nie sok malinowy i kobiety nie traktują tego jak wyjście na spacer z psem. Aborcja to wielkie przeżycie, ale czasami jest jedynym wyjściem, żeby kobieta mogła przeżyć swoje życie w domu, na mieście, ze znajomymi, a nie przykuta do łóżka w szpitalu psychiatrycznym.



Tak na koniec - ciekawostka... Pisałam to ja, dziecko, które powstało z przypadku i moja "matka" chętnie by mnie usunęła. Wiecie co? Czasami żałuję, że tego nie zrobiła. Wtedy nie musiałabym przez pół życia przeżywać piekła na ziemi. I tak, ja, Justyna, dziecko zrodzone przez dziwkę, nadal jestem za legalną aborcją. 

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Dobrze napisane! Zgadzam się w stu procentach z Tobą - prawo do głosu, decydowania o sobie samej to podstawa. Ponoć Bóg dał ludziom wolną wolę, by Ci mogli sami decydować co jest dobre a co złe... Ciekawe, że nie myślą o tym Ci, którzy najbardziej są za tą ustawą... I jak czytam/słyszę wypowiedzi polskich posłów, że "kobieta ma spełniać powinności małżeńskie" (czyt mąż może gwałcić żonę, bo to jej obowiązek) albo "kobieta ma urodzić dziecko i tyle" to mnie aż wewnętrznie boli. To jawne przyzwolenie na traktowanie kobiety jak przedmiot, jak sukę wystawową, która ma wyglądać, dawać głos kiedy pan sobie zażyczy. Cofamy się lata świetlne - co ciekawe wszyscy wokół - UE, ONZ, Amnesty International - krzyczą, mówią, piszą o tym jakie to złe i chore, a my, biedni Polacy mamy klapki na oczach :/ jest mi przykro, że traktuje się mnie jak obywatela drugiej kategorii. I wchodzi z butami w moją macicę. :/

    OdpowiedzUsuń