Włącz kreatywność!

11:43


Zawsze ciągnęło mnie na kreatywną stronę. Od małego lubiłam lepić z plasteliny, rysować, malować i pisać historyjki. Wszyscy powtarzali mi, że mam talent. Zgadnijcie co... Nie wierzyłam. Skończyłam rozwijanie wszystkich tych umiejętności, bo stwierdziłam, że i tak na nic mi się nie przydadzą. Po co rozwijać kreatywność, kiedy możesz spędzić 8 godzin przed komputerem nic nie robiąc? Błąd!

Od zawsze mam wielki problem z systematycznością. Moje prowadzenie kalendarza najczęściej kończy się na marcu, pisanie pamiętnika na trzech dniach, a malowanie na jednej kartce bloku do akwareli. Trochę smutne, prawda? No cóż, jestem leniem. Chociaż... może nie do końca o to chodzi. Po prostu szybko się poddaję, kiedy nie widzę żadnych efektów.

Dwa tygodnie temu dołączyłam do wyzwania w ramach projektu #100daysproject na instagramie. Domyślacie się, o co chodzi? Robisz coś przez 100 dni, systematycznie i wyniki potwierdzasz zdjęciem. Czy dołączyłam, bo byłam zmotywowana, że wytrwam? W żadnym wypadku. Wręcz przeciwnie, byłam pewna, że odpuszczę po trzech dniach. Mija 16 dzień wyzwania, a ja nadal zaczynam dzień kawą, blokiem i akwarelami dla dzieci za 6 zł. 


Jak mi idzie? Raz lepiej, raz gorzej. Początki były najgorsze. Wtedy usłyszałam "Każdy kiedyś zaczynał, zobaczysz, że z biegiem czasu będzie coraz lepiej." Jednym uchem usłyszałam, drugim wypuściłam. Tak, jasne. Przecież nie ma we mnie już nawet tych resztek talentu, który miałam jako dziecko. Po mniej więcej tygodniu moje zdziwienie osiągnęło poziom maksymalny. Porównałam rysunki z początku i z końca tygodnia. Cholera, pierwszy raz od roku byłam z siebie naprawdę dumna. Okej, często wzoruję się na gotowych wzorach z internetu, ale nadal rysunek, kreskowanie, plamy i podpisy robię sama. Wiecie, jaką mam cholerną satysfakcję, kiedy uświadamiam sobie, że wytrwałam już dwa tygodnie, a mój zapał nie osłabł?

Wiem, że ogrom ludzi rysuje lepiej niż ja. Wiem, że jestem takim malutkim amatorem z farbkami dla dzieci i najtańszym brush penem, ale po tych 15 dniach nadal mam ochotę się rozwijać i wierzę, że będzie tylko lepiej. To wyzwanie jest taką moją małą terapią indywidualną. Motywuje mnie do wczesnego wstawania, zrobienia kawy na spienionym mleku, wyjęcia pędzli i oderwania się od natłoku myśli choć na chwilę. To pierwsza rzecz od roku, która sprawiła, że mam dobry humor i energię na cały dzień.

Nieważne, co robicie. Ważne, że daje wam to kopa i sprawia przyjemność. Czasami trzeba odnaleźć małe rzeczy, które sprawią, że nie będziecie leżeć w łóżku do 12:00, rozmyślając o tym, czy pingwiny mają kolana i czy na Marsie jedzą batoniki o nazwie "Ziemia".






Tutaj po lewej zawilec po ponad tygodniu, po prawej opuncja z pierwszego dnia.


 Kreatywnego dnia!

You Might Also Like

0 komentarze